Saturday, April 23, 2011

Louis Guichard o "Wszystkich nocach"


Piękną niespodzianką, naprawdę, jest ten pierwszy długi metraż autora, który był do tej pory kompletnie nie znany na polu kina. Eugène Green, urodzony w Stanach Zjednoczonych, od 1969 roku zamieszkały w Paryżu, poświęcił się teatrowi. Ze zdumiewającą śmiałością i umiłowaniem literatury oraz języka francuskiego-takim którego jedynie niekiedy są w stanie doświadczyć obcokrajowcy, oto co proponuje: transpozycję tekstu Flauberta, którego akcję przenosi w lata 1967-1979, wywracając do góry nogami wszystkie konwencje dominujące dzisiaj w kinie. 

Powieść to La Première Education sentimentale, młodzieńcze dzieło pisarza, które zostało opublikowane dopiero w 1912, i które nie ma żadnego bezpośredniego związku z LEducation sentimentale przerabianą w liceum. Film, bardzo swobodnie nią inspirowany, stawia na scenie dwóch przyjaciół z dzieciństwa, pochodzących z miasteczka położonego na południu kraju, są oni w wieku podejmowania ważnych decyzji, matury i pierwszych miłości. Henri ma naturę osoby aktywnej, Jules raczej kontemplatora. Coraz częściej i na dłużej pozostający osobno (studia, później zobowiązują), nigdy nie przestając do siebie pisać, będą, każdy na swój sposób, uczyć się świata, miłości i dojrzałości. Będą też podążać przez kolejne lata, patrząc jak zmienia się społeczeństwo wokół nich.

Żeby mieć pojęcie jak wygląda styl Eugèna Greena, trzeba sobie wyobrazić skrzyżowanie Bressona z Rohmerem i Eustachem. Od pierwszego, przejmuje przede wszystkim antynaturalistyczne prowadzenie aktorów; od drugiego pewną uszczypliwość i upodobanie do snucia dyskursu miłosnego; od trzeciego cierpkość w przedstawianiu uczuć i ostrość w ich analizie. Wpływy te zderzając się ze sobą i mieszając tworzą zupełnie nową jakość. 



Wszyscy aktorzy mówią językiem wysubtelnionym i barokowym, pełnym anachronizmów, wymawianym z dykcją pełną dystansu i podniosłości jednocześnie. Aktorzy realizują wszystkie łączenia międzywyrazowe, mówią „Bonne nuit-t-à-demain”, w sposób w jaki dzieci mówią swoje pierwsze wierszyki.

Do tej osobliwości dochodzi jeszcze jedna w postaci sposobu filmowania. Plany i kontrplany są surowe i pozbawione wszelkich ozdobników jakich już się nie widzi prawie wcale, wyraziste fragmenty ciał (szczególnie stopy) są pokazywane w zbliżeniach. 


Jeśli chodzi o sposób sugerowania konkretnych miejsc, czy historycznych zdarzeń można by określić jako eufemiczny: dźwięk policyjnej syreny w oddali mówi nam, że jesteśmy w Nowym Jorku, jajko rozbite na kasku policjanta, że to maj 68, itd. Ten wybór mógłby prowadzić tylko do swojego rodzaju dandyzmu i próżności stylistycznej. Wszystkie noce są od tego jak najdalsze, są dowodem tego, że tak silna stylizacja może prowadzić czasami wprost do prawdy uczuć. Dzieje się tak bez wątpliwości, ponieważ Green pod uczoną forma, wyraża czysty romantyzm. Paralelne drogi Julesa i Henriego oraz  ich wymiana korespondencji przywołuje piękny temat literacki: opozycję między życiem wyśnionym i życiem przeżytym, między rozczarowaniami tego kto nieustannie dąży do przodu i wyrzutami tego, kto pozostaje z tyłu. Postacią robiącą największe wrażenie jest Emilie. Starsza od chłopców, tyleż zmysłowa co uduchowiona, to ona będzie pierwszą kochanką Henriego, później duchową siostrą Julesa, jedynie zresztą za pośrednictwem listów, zapewni też na zawsze porozumienie między tymi dwoma.




Można ten film z łatwością krytykować. Osądzać swobodę w stosunku przywoływanych wydarzeń roku 68 i antyfeministyczną satyrę. Żałować epilogu nico mniej natchnionego niż cały film. Ale to wszystko jest tak naprawdę nieistotne dzięki trojgu poruszających aktorów: Christelle Prot, Adrienowi Michaux i Alexisowi Loretowi, którzy wznoszą swoje postaci ponad skrzyżowania linii żyć postaci, przez mistykę przyjaźni i miłości.

Louis Guichard

tłumaczył z francuskiego K. Dix

oryginał tekstu ukazał się na stronach telerama.fr 31 marca 2001

No comments:

Post a Comment